Czekają nas głodowe emerytury?
Poniedziałek 23 lutego 2015

Od kilku lat słyszało się głosy, że polski system emerytalny jest niewydolny i za kilkanaście lat ZUS będzie bankrutem, który przejada nasze składki z perspektywą późniejszej niewypłacalności.

I taką ponurą wizję zdaje się potwierdzać raport Banku Światowego, który prognozuje, że przyszłe emerytury Polaków będą dwukrotnie niższe od obecnych, i tak już prawie nikogo nie zadowalających.

Już teraz niemal połowa wypłacanych przez ZUS emerytur to kwoty niższe od 1350 zł. Według Banku Światowego sytuacja ta w najbliższych latach zmieni się zdecydowanie na niekorzyść i o takich kwotach przyszli emeryci będą mogli tylko pomarzyć.

Bank Światowy przeanalizował m.in. zmiany w poziomie stopy zastąpienia (określa stosunek naszej przyszłej emerytury do wysokości ostatniej pensji). Obecnie stopa ta w Polsce wynosi ok. 50%. Oznacza to, że osoba zarabiająca 2500 zł, po osiągnięciu wieku emerytalnego, otrzyma świadczenie w wysokości ok. 50% tej kwoty, czyli 1250 zł emerytury. Według Banku Światowego, stopa zastąpienia w najbliższych latach spadnie nawet do poziomu 25%. W takiej sytuacji wymieniona wyżej emerytura spadnie do poziomu 625 zł, co oznacza spadek świadczenia poniżej poziomu emerytury minimalnej.

Jak twierdzą analitycy, jedyną szansą Polaków na zapewnienie sobie środków do życia na starość są prywatne oszczędności. Wyliczyli, że Polak, który chciałby otrzymać emeryturę na poziomie zbliżonym do obecnych emerytur, powinien odkładać każdego miesiąca ok. 10% swojej pensji.

W tym kontekście ekonomiści ostrzegli Polskę przed kolejnym problemem. Poziom oszczędności zgromadzonych przez Polaków jest bowiem jednym z najniższych w Europie. W 2012 r. oszczędności Polaków stanowiły bowiem zaledwie 3% PKB. Wielkość ta zawierała jednak również oszczędności przymusowe, czyli wszystkie płacone do ZUS obowiązkowe składki emerytalne. Po odjęciu tych przymusowych „oszczędności", okazało się, że realne, dobrowolne oszczędności Polaków wynoszą zaledwie 0,2% PKB.
Już w 2011 r. wiadomo było, że - po wprowadzeniu reformy systemu emerytalnego - do otwartych funduszy emerytalnych będzie trafiało mniej naszych składek. Wtedy było to 7,3 proc. wynagrodzenia brutto, a po reformie 2,3 proc. Pozostałe 5 proc. miało trafiać na specjalne indywidualne konto w ZUS-ie (od 2017 r. składka do OFE miałaby wynosić 3,5 proc., a do ZUS-u – 3,8 proc.). W wyniku przyjętej ustawy, o połowę uszczuplona została wartość wspomnianych wyżej oszczędności przymusowych. Równo rok temu doszło bowiem do przejęcia i umorzenia wszystkich obligacji zgromadzonych na naszych kontach w OFE. W wyniku tej operacji stan naszych kont w OFE, w ciągu jednego dnia, zmniejszył się o 51,5%.


AD