Grecki tranzyt gazu - Z deszczu pod rynnę?
Poniedziałek 26 marca 2012

Ratując kraj przed bankructwem, rząd Grecji wystawił na sprzedaż swoje aktywa gazowe, w tym akcje spółki DESFA posiadającej sieć gazociągów. Pozyskiwanie przez grecki budżet środków z prywatyzacji stanowi istotny element programu reform przyjętego do realizacji w zamian za pomoc finansową z Unii Europejskiej. Czy plan pomocowy przyjęty na politycznych salonach Europy powiedzie się - tego nie wiadomo. Jest natomiast bardzo prawdopodobne, że w przypadku sfery przesyłu gazu ziemnego skorzysta Rosja, która zyskała niepowtarzalną szansę umocnienia swojej pozycji na Bałkanach.

Rosyjski Gazprom, planując budowę gazociągu South Stream z Rosji do Austrii z przebiegiem przez dno Morza Czarnego, a następnie przez Bałkany, przewidział odgałęzienie do południowych Włoch, wiodące z Bułgarii przez Grecję. Obecna sytuacja, w postaci podanej wręcz na tacy greckiej okazji, jest dla Rosjan bardzo korzystna. Pikanterii dodaje sprawie fakt, iż koncepcja budowy South Streamu powstała po to, by zablokować plany konkurencyjnych dostaw gazu do Europy ze złóż w Azerbejdżanie. Te dostawy miałyby być realizowane nowym gazociągiem Nabucco, którego powstanie staje się obecnie coraz mniej realne. 

To, że możni tego świata wykorzystują trudne położenie, w jakim znaleźli się Grecy i ich fiananse jest naturalne i trudno czynić w tej kwestii komukolwiek zarzut. Nie sposób jednak zadać pytania, czy unijne elity gospodarcze, udzielając finansowej pomocy upadającemu krajowi członkowskiemu, nie mogły zadbać o jego, a pośrednio także wspólnotowe, interesy długofalowe. Czy zamiast przekazania rządowi Grecji środków pieniężnych, m.in. w zamian za przyjęcie planu pozyskania wpływów z prywatyzacji, nie można było przeznaczyć części z nich na dokapitalizowanie greckich firm państwowych, obligując równocześnie te ostatnie do realizacji inwestycji rozwojowych? 

W przypadku operatora przesyłowego gazu ziemnego oznaczałoby to w przyszłości kontrolę nad własnym korytarzem gazowym i czerpaniem pożytków z tranzytu. Poza tym część środków powróciłaby pośrednio do krajów dotujących Grecję, choćby do Niemiec, przez specjalistyczne firmy budujące i modernizujące gazociągi. 

Niestety był to wariant trudniejszy, wymagający od polityków i urzędników finansowych co najmniej odrobiny polotu i spojrzenia w przyszłość. Poza tym złośliwi komentatorzy i nie tylko oni przywołują odwieczną przyjaźń niemiecko-rosyjską, odzwierciedloną również na niwie przesyłu gazu ziemnego z Syberii do Europy, a także prorosyjskie sympatie innych państw, np. Francji lub Włoch. 

Czas pokaże, jakie zapadną rozstrzygnięcia. Do ubiegłego czwartku potencjalni inwestorzy mogli zgłaszać swoje zainteresowanie greckimi gazociągami.

Paweł Selan