Lenin posprzątany
Poniedziałek 10 września 2012
Fot. www.solidarnosc.org.pl

- Idzie dzień świąteczny dla Związku. Trzeba posprzątać, tak jak przed każdym  świętem - tymi słowami Piotr Duda zaprosił 28 sierpnia br. członków Komisji Krajowej do udziału w zdejmowaniu Lenina z historycznej bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej.

Pomysłodawcą powrotu Lenina na stoczniową bramę był prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, który ubzdurał sobie, że przywrócenie wyglądu wejścia do zakładu z 1980 r. ma służyć celom edukacyjnym.

Spór między związkowcami, a miastem trwał od kilku miesięcy. Ich zdaniem przywracanie w nazwie stoczni imienia zbrodniarza komunistycznego to dla zakładu hańba. Troje pomorskich posłów PiS złożyło do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na propagowaniu idei komunistycznych. Prokuratura umorzyła jednak sprawę, uznając argumenty samorządu, iż brama jest swoistym świadkiem historii.

Napis został obrzucony jajkami i farbą, a następnie przez „nieznanych sprawców” przykryty banerem z logo „Solidarności”. Na reakcję miasta nie trzeba było długo czekać. 29 maja pojawili się miejscy pracownicy z poleceniem usunięcia logo związku. Ale na przeszkodzie stanęła... 84-letnia Aleksandra Olszewska, od 30 lat sprzedająca pamiątki w kiosku przy historycznej bramie. Nie tylko pogoniła robotników, ale zagroziła, że nie pozwoli ruszyć „S” Adamowiczowi, nawet gdyby przyszedł z policją.

W przeddzień 32 rocznicy powstania „Solidarności” członkowie KK, stoczniowcy, mieszkańcy Gdańska zebrali się przy bramie nr 2 i usunęli Lenina. Nad bramą widnieje napis: Stocznia Gdańska im. Solidarności. - Teraz możemy tu składać kwiaty - skomentował Piotr Duda - W innym wypadku nie moglibyśmy tego zrobić. Sami widzicie, że to nieprawda, że Lenin żyje wiecznie. Nareszcie trafił w odpowiednie miejsce, na śmietnik historii.

Odpiłowywanie liter oraz Orderu Sztandaru Pracy za pomocą tarczy elektrycznej trwało ok. pół godziny. Część osób przyglądających się temu skandowała: Solidarność, a jeden z działaczy stoczniowej „S” grał na gitarze strajkowe piosenki. Po zakończeniu całej akcji związkowcy odśpiewali hymn narodowy.

- Nie będę zdziwiony, jeśli zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności. Jak widać, rząd jest silny tam, gdzie nie potrzeba, tam gdzie są afery, to się tym nie zajmuje – stwierdził Duda.

I tym razem na reakcję władzy nie trzeba było długo czekać. Już 3 września policja wraz z ekipą i nakazem prokuratorskim zjawiła się w siedzibie Komisji Krajowej żądając, pod groźbą przeprowadzenia rewizji, wydania liter „im. Lenina” pochodzących z bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej. Zmagazynowane w historycznej Sali BHP litery zostały przekazane przez sekretarza KK „S”.

- Uzbrojona ekipa dochodzeniowa policji zdjęła nawet odciski palców z przekazywanych liter, poświęcając na to niemało czasu – ironizuje Ewa Zydorek, sekretarz KK.

- My się Leninem brzydzimy, więc niech sobie prezydent Adamowicz go zabiera i powiesi na budynku Urzędu Miasta - komentuje Piotr Duda, przewodniczący „S”. I zapowiada, że jeśli zwrócone litery znów znajdą się na historycznej bramie, drugi raz „Solidarność” już ich nie odda. - Potniemy je na kawałki i sprzedamy na złom, a pieniądze przekażemy na fundację stypendialną ZR Gdańskiego „S” - dodaje.

Na pomysł prezydenta Gdańska przywrócenia napisu duży wpływ miała opinia wojewódzkiego konserwatora zabytków Mariana Kwapińskiego. Decyzje podejmowane przez gdańskiego konserwatora tak głęboko zbulwersowały trójmiejskie środowisko miłośników zabytków, że powołano pierwszą w Trójmieście Gdańską Obywatelską Straż Ochrony Zabytków, której członkowie zobowiązali się „mieć oko” na zagrożone obiekty. W lipcu Wojewoda Pomorski odwołał z funkcji Mariana Kwapińskiego. Byłemu konserwatorowi zabytków postawiono 21 zarzutów dotyczących rozbiórki chronionych prawem zabytków architektury na terenie Gdańska. Oprac.

bn