Solidarność Wielkopolska - Mniej czy więcej państwa
Mniej czy więcej państwa
Poniedziałek 23 lipca 2012

Młoda polska demokracja i odradzająca się po latach centralnego sterowania gospodarka rynkowa z definicji powinny sprzyjać ograniczaniu wpływu państwa na procesy ekonomiczne i społeczne. Tymczasem władza nie działa jednokierunkowo. Z jednej strony chciałaby pozbyć się kosztownych obowiązków, a z drugiej mieć wpływ na wybrane podmioty gospodarcze.

Przykładów jest wiele. Od lat toczy się procedura przerzucania na samorządy i obywateli kosztów opieki zdrowotnej. Władza ministerialna chętnie oddaje zadania samorządom, nie gwarantując im dostatecznych środków na finansowanie. Stąd wiele placówek, głównie szpitali, ma problemy z długami i płynnością finansową, choć trzeba przyznać, że liczne są również przypadki złego zarządzania przez menedżerów desygnowanych przez powiaty i miasta. Reforma sprzed 13 lat wprowadzająca kasy chorych została przerwana i zastąpiona centralnym NFZ. Środków brakuje, a na pewne świadczenia, zabiegi i operacje trzeba czekać latami. Stąd wielu prawdziwie chorych zmuszonych jest do korzystania z odpłatnej prywatnej służby zdrowia. Nawet bogate samorządy nie są w stanie realizować w pełni konstytucyjnej idei dostępu do bezpłatnej opieki medycznej. Gdy do tego dodać ograniczanie środków na budżetową refundację drogich leków, trend ucieczki państwa od finansowania leczenia obywateli staje się jeszcze bardziej widoczny.
Minister Skarbu Państwa chętnie zarządza pakietem akcji KGHM-u lub CIECH-u, za to chętnie przekazuje samorządom akcje osobowych PKS-ów. Z punktu widzenia rządu jest to bardzo dobra koncepcja. Miasta zyskują atrakcyjnie położone nieruchomości, a potem mogą zrezygnować z przewozów, które bez dopłat z budżetu do przejazdów młodzieży szkolnej są przeważnie nieopłacalne. Obywatele, którzy chcieliby nadal korzystać z transportu publicznego są w takich przypadkach zdani na własną inwencję, na przykład na ściągnięcie z zagranicy używanego auta.
Z powodu powiększającej się luki budżetowej dochodzi do coraz większych absurdów w kwestii transferu obowiązków władzy państwowej. Po zakończeniu turnieju EURO 2012 okazało się, że utrzymaniem nowych dróg muszą zająć się gminy, przez których teren przebiegają nowe arterie komunikacyjne. Włodarze słabych ekonomicznie gmin zmuszeni są szukać pomocy na poziomie województwa.
Kolejna sfera to edukacja. Nie po raz pierwszy wszczęto publiczną debatę o zmianach w systemie wynagradzania nauczycieli. Wynika to bezpośrednio z faktu, że obowiązek łożenia na oświatę przeszedł na samorządy, a jednocześnie pozostały w mocy, słuszne skądinąd, przywileje zawodowe gwarantowane ustawowo przez państwo. Większości miast i gmin nie stać nie tylko na przykładowe finansowanie płatnych urlopów zdrowotnych kadry pedagogicznej, ale nawet zwykłych pensji. Stąd likwidacje zarówno etatów, jak i placówek. Dochodzi do rozpiętości nauczycielskich przychodów w zależności od miejsca świadczenia pracy. Słabo opłacani nauczyciele w małych miejscowościach prędzej czy później obniżają poziom swojej pracy, tym bardziej że powołanie zawodowe stało się dziś rzadkością. Chcąc zyskać dobre wykształcenie, należy szukać edukacji poza szkołą na zasadach komercyjnych lub w nielicznych renomowanych placówkach, które często też są odpłatne.
Z drugiej strony, swoistym przeciwieństwem ucieczki od obciążających budżet powinności jest pęd władzy do korzystania z udziałów Skarbu Państwa w dochodowych firmach. Można w tych podmiotach obsadzać rady nadzorcze i zarządy, kierować do pracy partyjnych kandydatów i pobierać dywidendę do zasilania nieszczelnego budżetu.
 Czasami ujawniają się nawet ciągoty do nacjonalizowania podmiotów gospodarczych. Minister Gospodarki nie waha się publicznie mówić o konieczności przejmowania firm, które w związku z kryzysem wpadają w kłopoty.
Chłodne obserwowanie sceny gospodarczo-politycznej może budzić różne emocje: może bawić, może uczyć, może skłaniać do refleksji. Pokazuje na pewno ile jeszcze pozostało pracy do wykonania w celu osiągnięcia standardów właściwych społeczeństwom rozwiniętym, do których, mimo iż nie są doskonałe, należy zmierzać.    

Mikołaj Kamieniecki