Nagroda Solidarności?
Poniedziałek 27 stycznia 2014

Rząd D. Tuska ustanowił Nagrodę Solidarności. Jej wartość to 1 mln euro, czy  niemal tyle, ile wynosi Nagroda Nobla (ok. 1,14 mln euro). Po raz pierwszy zostanie przyznana 4 czerwca - w 25 rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Otrzyma ją osoba, która kierując się zasadami solidarności przyczyniła się do szerzenia demokracji.

Pomysłodawca nagrody, minister spraw zagranicznych Radosław  Sikorski mówi, że ma ona służyć przypominaniu światu, że „to w Polsce się zaczęło jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego, że w Polsce już 4 czerwca miały miejsce pierwsze w bloku komunistycznych od drugiej wojny światowej częściowo wolne wybory i że Polska jest krajem, który dobrze wykorzystał swoją wolność, zarówno w sensie instytucjonalnym, jak i gospodarczym”.

Kandydatów do nagrody mają nominować m.in. Lech Wałęsa i Zbigniew Bujak, a decyzję o przyznaniu nagrody podejmie Rada Fundacji Solidarności Międzynarodowej. Przewodniczącą Rady jest Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceminister spraw zagranicznych. W jej skład wchodzą m.in.: Andrzej Halicki (PO), Marek Borowski (polityk lewicy), Andrzej  Grzyb (PSL)Jerzy Koźmiński (dyplomata), Henryka Krzywonos (działaczka społeczna),  Adam Lipińskiposeł  Prawa i Sprawiedliwości, Marek Magierowski (dziennikarz: „Rzeczpospolita”, „Uważam Rze”), Jacek Protasiewicz (PO), Jerzy Rejt (Kolegium Europy Wschodniej), ks. Kazimierz Sowa (dyrektor Religia.tv), Michał Wojtczak (PO) i Henryk Wujec (doradca Prezydenta RP ds. społecznych).

Kwota nagrody będzie podzielona na trzy części: 250 tys. euro otrzyma laureat, 700 tys. euro będzie przeznaczone na programy polskiej pomocy rozwojowej wskazane przez nagrodzoną osobę i 50 tys. euro na podróż studyjną laureata po Polsce, „żeby zaznajomić go z naszą udaną walką o wolność”.

 

Skąd w dobie ciągłego łatania dziury budżetowej przez sięganie coraz głębiej do kieszeni podatników rząd znajduje milion euro na Nagrodę Solidarności? R. Sikorski wyjaśnia, że w przeważającej części zostanie ona sfinansowana z funduszy pozabudżetowych pozostałych po europejskich funduszach przedakcesyjnych. W 2013 r. rząd podjął decyzje o wydatkowaniu części tych funduszy na Nagrodę Solidarności.

Piotr Duda, przewodniczący „S” w audycji „Polityka przy kawie” zwrócił uwagę, iż inicjatywa ministra Sikorskiemu nie była konsultowana ze związkiem zawodowym, który ma prawo do znaku graficznego i nazwy NSZZ Solidarność.  Dodał także, iż najlepszą promocją „Solidarności” będzie zadbanie o naszych bohaterów z roku 1980. Milion euro powinien rząd przeznaczyć na pomoc dla tych wszystkich, którzy w stanie wojennym stracili zdrowie, a teraz są odsyłani do opieki społecznej.

 

Również zdaniem opozycjonistów represjonowanych za swoją działalność w latach PRL jest to zła inicjatywa, bo „utrwala w pamięci społecznej nie historycznie wolne wybory, ale porozumienia Okrągłego Stołu. Z perspektywy 25 lat widać wyraźnie, że przyniosły one także dla dużych grup społecznych negatywne skutki polityczne, społeczne i gospodarcze”.

W oświadczeniu Stowarzyszenia „Godność” czytamy, że jest to próba wykorzystania tej rocznicy i ustanowionej nagrody  do celów politycznych zawłaszczających  ideę Solidarności, której właścicielem jest zdecydowana większość społeczeństwa.  Zarówno prezydent, jak i rząd nie są jedynymi spadkobiercami idei Solidarności. Właścicielem historycznego znaku „Solidarność” jest NSZZ „Solidarność”. Jeżeli taka nagroda miałaby być ustanowiona, to w uzgodnieniu z organizacjami społecznymi i politycznymi wywodzącymi się z ruchu Solidarności. Powinna być wręczana wspólnie przez prezydenta i Przewodniczącego „Solidarności” w dniu 31 sierpnia w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, by uczestnicy tamtych pamiętnych strajków i twórcy „Solidarności” nie czuli się wypychani z historii przez rządzących.

b