Obostrzenia w zatrudnianiu cudzoziemców w Polsce
Poniedziałek 13 czerwca 2016

Nie likwidujemy uproszczonej procedury w zatrudnianiu cudzoziemców w Polsce. Staramy się jednak uporządkować ten rynek, abyśmy nie byli tylko krajem tranzytowym. Chcemy też preferować pracodawców, którzy systematycznie zatrudniają cudzoziemców, z dobrą historią na naszym rynku pracy - wyjaśniał w Radzie Dialogu Społecznego wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed.

O nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia rozmawiano 31 maja br. na posiedzeniu zespołu Rady Dialogu Społecznego ds. polityki gospodarczej i rynku pracy. Odnosi się ona do pracowników spoza UE, a w praktyce w dominującej mierze z Ukrainy.

Jak zaznaczył wiceminister Szwed, jeżeli historia zatrudnienia cudzoziemca w Polsce jest dobra, to zmiany mogą ułatwić przyjazdy takich osób. Inaczej ma być z tymi, którzy w jakimś stopniu traktują Polskę jako chwilowe miejsce pobytu umożliwiające wyjazd na Zachód. Chodzi głównie o utrudnienia administracyjne. Zostanie też wprowadzona opłata za zezwolenie w wysokości 30 zł. Ma być wsparciem finansowym dla urzędów pracy, umożliwić dodatkową obsługę przy rejestracji pracy cudzoziemców.

Obok zezwoleń na pracę, które mogą zostać wydane przez wojewodę na okres do 3 lat, wprowadzone zostaną dwa dodatkowe typy zezwoleń - na pracę sezonową i krótkoterminową. Będą one wydawane przez starostę w przypadku wykonywania pracy przez okres 8 i 6 miesięcy w roku kalendarzowym.

Jak mówił wiceminister Szwed, obecnie obciążenie związane z przyjmowaniem do pracy sezonowej lub krótkotrwałej cudzoziemców jest zróżnicowane - największe w województwie mazowieckim. Efektem jest różny czas rejestracji zagranicznych pracowników.

Według przedstawicielki resortu rodziny, 42 proc. urzędów pracy rejestruje zezwolenie w ciągu 1-2 dni. Najdłuższy czas rejestracji jest w powiatach: grójeckim, płockim i warszawskim - 11-15 dni. Tutaj przyjmowane jest ponad 40 tys. wniosków o zezwolenie na prace cudzoziemców rocznie. A są powiaty, gdzie jest ich poniżej 3 tys. rocznie.

W myśl nowelizacji terminy załatwiania spraw mają wynikać z kodeksu postępowania administracyjnego. A tam w pierwszej kolejności pojawia się ter-

min ,,niezwłocznie”. Dalej jest mowa o 30 dniach, a w sprawach skomplikowanych o 60 dniach. Unijna dyrektywa z 26 lutego 2014 r., do której nowelizacja stanowi dostosowanie, wskazuje jako termin maksymalny 90 dni.

Jak wyjaśniali przedstawiciele ministerstwa, nowe przepisy będą pozwalały pracowników na zwolnienie z takich państw jak: Ukraina, Mołdawia, Armenia, Białoruś, Gruzja i Rosja z tzw. testu rynku pracy (ustalenie, czy na stanowisko, jakie miałby zająć cudzoziemiec, nie ma chętnego polskiego pracownika). Będą oni mogli uzyskać wpis do rejestru pracy sezonowej na 3 lata.

W nowelizacji przewiduje się też, że praca będzie legalna także w trakcie oczekiwania na akceptację wniosku o przedłużenie zezwolenia. W wypadku zmiany pracodawcy będzie legalna przez 14 dni.

Jeśli chodzi o zarobki, to mają być odniesione do pracownika krajowego, jeśli cudzoziemiec wykonuje podobną pracę na podobnym stanowisku. Gdyby nie było to możliwe, ocena wysokości wynagrodzenia ma należeć do powiatowego urzędu pracy, ale jest też przewidziany w tym zakresie dialog z pracodawcą.

„Solidarność” dostrzega niebezpieczeństwo związane z rosnącą migracją pracowników spoza UE, zatrudnianych na gorszych warunkach, co z kolei ma negatywny wpływ na pogorszenie sytuacji polskich pracowników.

Wiceminister Szwed wskazał na formy krótkotrwałego zatrudnienia cudzoziemców. 42 proc. stanowią umowy o dzieło, kolejne 42 proc. - zlecenia, 16 proc. umowy o pracę, z czego 3 proc. na czas nieokreślony. Dodatkowym problemem jest też praca na czarno.

Przedstawiciele „Solidarności” podjęli również temat ochrony prawnej zatrudnianych w Polsce cudzoziemców, którzy mają utrudniony dostęp do inspekcji pracy oraz do sądów. Jak zaznaczyli przedstawiciele resortu rodziny, niestety cudzoziemcy często nie chcą współpracować z PIP. Nie decydują się też na drogę sądową przy dochodzeniu swoich praw.

Anna Grabowska, „Tygodnik Solidarność” nr 24/2016