Odsunąć ministra finansów od Funduszu Pracy
Poniedziałek 13 sierpnia 2012

Ostatni pozytywnie rozpatrzony wniosek ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza do ministra finansów Jacka Rostowskiego o przekazanie 500 mln zł z zamrożonego przez resort finansów Funduszu Pracy jest kolejnym wymownym przykładem choroby polskiego rynku pracy. Sytuacja, w której jeden minister prosi, a drugi „łaskawie” akceptuje przekazanie drobnej części środków z bezprawnie zamrożonych 7 mld zł przeznaczonych na aktywne przeciwdziałanie bezrobociu, jest kuriozalna i nie do przyjęcia, tym bardziej że dzieje się to w sytuacji postępującego spowolnienia gospodarczego i wysokiego bezrobocia.

„Solidarność” - podobnie jak pozostali partnerzy społeczni - żąda zmian ustawowych zmierzających do uwolnienia Funduszu Pracy od ministra finansów i powierzenia tych środków niezależnemu gremium decyzyjnego. 

Fundusz Pracy nie jest i nie może być własnością ministra finansów. Te pieniądze należą do bezrobotnych i ludzi zagrożonych utratą pracy. Mają pomagać im w utrzymaniu aktywności zawodowej w coraz bardziej wymagającym i elastycznym rynku pracy. Mają też wspierać pracodawców. Niestety w obecnej sytuacji fundusz jest kolejnym przejawem fiskalizmu państwa zwiększającego koszty pracy.

Zadaniem Funduszu Pracy jest łagodzenie skutków bezrobocia. Teoretycznie pozostaje pod jurysdykcją ministerstwa pracy i ma charakter funduszu celowego. Jego budżet stanowią składki obowiązkowe płacone m.in. przez pracodawców, zleceniodawców, dotacje. Środki te są rozdysponowywane przez urzędy pracy w formie zasiłków dla bezrobotnych, prac interwencyjnych, robót publicznych, szkoleń i przekwalifikowywań bezrobotnych, jak również rozwój poradnictwa zawodowego oraz badania rynku pracy.

ml