Solidarność Wielkopolska - PIR w cieniu LOT-u
PIR w cieniu LOT-u
Poniedziałek 11 lutego 2013

Najistotniejszym elementem części gospodarczej tzw. drugiego expose Donalda Tuska była zapowiedź programu „Inwestycje Polskie”, realizowanego pod nadzorem Ministerstwa Skarbu Państwa. Od sejmowego wystąpienia premiera minęło kilka miesięcy, a wyraźnym priorytetem gospodarczym szefa rządu stała się zła sytuacja finansowa PLL LOT. Od jej uzdrowienia zależy los szefa resortu, a przecież to nikt inny jak minister Mikołaj Budzanowski własną twarzą firmuje śmiały program inwestycyjny państwa.

Założenia programu zaraz po zaprezentowaniu wzbudziły obawy odnośnie do ich realności. Fundusze do realizacji mają pochodzić bowiem z nowego wieloletniego budżetu Unii Europejskiej, którego konkretny kształt nadal pozostaje niewiadomą oraz z wpływów z prywatyzacji firm, które w większości, ze względu na strategiczny charakter, nie powinny być prywatyzowane. W związku z tym złośliwi, nawiązując do legendarnego filmu Stanisława Barei, zdążyli ochrzcić program mianem nowego polskiego misia.

Wdrożeniem programu „Inwestycje Polskie” ma się zająć państwowa spółka celowa, którą zawiązano pod koniec minionego roku. Miała nazywać się tak samo, ale stało się to niemożliwe. Okazało się bowiem, co oczywiście autorzy programu mogli wcześniej sprawdzić, że pod nazwą Inwestycje Polskie jest już zarejestrowana spółka kontrolowana przez Zygmunta Solorza. Ostatecznie rządowa firma będzie funkcjonować pod nazwą Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A. (PIR). Złośliwi ponownie zyskali pole do popisu, pytając czy pozostałe inwestycje podejmowane w kraju są nierozwojowe, bo w końcu nawet odtworzenie ma w dzisiejszych kryzysowych czasach charakter rozwojowy.

Kapitał zakładowy PIR wynosi 300 tys. złotych. Wszystkie akcje zostały objęte przez Skarb Państwa, który zobowiązał się dokonać całkowitych wpłat wkładów w terminie 60 dni od dnia podpisania aktu zawiązania spółki. PIR nie zostało jeszcze zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym.

W radzie nadzorczej zasiadają ministerialni urzędnicy. Podobnie jest w przypadku pracującego na co dzień w Ministerstwie Skarbu Państwa pełnomocnika założyciela spółki. Niebawem ma się rozstrzygnąć konkurs na stanowisko prezesa zarządu PIR. Swoje zgłoszenia złożyło 14 kandydatów. Minister Skarbu Państwa zapowiedział, że będzie to ekspert z wieloletnim doświadczeniem bankowo-inwestycyjnym.

Obsada stanowisk gospodarczych przez polityków nie od dziś jest przedmiotem krytyki. Sprawa PLL LOT boleśnie przypomniała, szczególnie ministrowi Budzanowskiemu, do czego prowadzi nieodpowiedni dobór kadr. W tym przypadku najbardziej dotyczy to rady nadzorczej jako organu kontrolnego, który w porę nie ostrzegł ministra, rekomendując mu podjęcie działań naprawczych. A te będą wprowadzane dopiero po groźbie samego premiera straszącego dymisją.

Zasadne jest pytanie, kim obsadzić stanowiska w spółce PIR. Zarówno do rady nadzorczej, jak i zarządu powinni trafić ludzie kompetentni, o szerokich horyzontach, a równocześnie lojalni wobec mocodawców. W tym momencie powraca problem krótkiej ławki kadrowej rządzącej partii. Trzymając się analogii do meczu piłkarskiego widać, że PO nie ma z kogo skompletować nawet podstawowego składu. Ci menedżerowie, którzy sprawdzają się na państwowych posadach nie rozdwoją się, a przerzucanie ludzi z jednej spółki do drugiej przeważnie okazuje się niekorzystne dla obydwu firm.

Obawą napawa także sama opcja bankowa. Jak widać na przykładzie PKP, nasycenie firmy kolejowej specjalistami od bankowości nie do końca się sprawdza.

Szkoda, że powstaniu PIR, spółki odpowiedzialnej za wdrożenie ważnego dla Polski programu, nie towarzyszy stosowny entuzjazm niezbędny dla promocji działań nie tylko wśród inwestorów – interesariuszy projektu, ale również wśród obywateli. Jeśli Polska ma wzbić się ponad Ziemię niczym na logo programu „Inwestycje Polskie”, zaprojektowanym przez dra Piotra Garlickiego z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, to doza euforii jest po prostu niezbędna. Czyżby rząd miał także kłopoty z pi arem?

Paweł Selan