Solidarność Wielkopolska - Pokoleniowa sztafeta
Pokoleniowa sztafeta
Poniedziałek 11 kwietnia 2011
Przemysław i Jan Rzepeccy

"Solidarność” się starzeje – narzekają malkontenci. Ale na szczęście to się zmienia. Widać to chociażby po składzie Zarządu Regionu – coraz w nim więcej ludzi młodych, prężnych, z wizją związku nowoczesnego, przystosowanego do zmienionych warunków. Jednym z nich jest Przemysław Rzepecki – przewodniczący Komisji Międzyzakładowej w SKF.

W siedzibie KM spotykamy się w trójkę - jest też członek Komisji Jan Rzepecki. To nie przypadek: ojciec obecnego przewodniczącego był pierwszym przewodniczącym „Solidarności” od 1980 r. w tym samym zakładzie – wówczas Poznańskiej Fabryce Łożysk Tocznych. Rozmawiamy o początkach i dniu dzisiejszym Związku.

 

Jan Rzepecki – ojciec

 

– Kiedy w sierpniu 1980 r. strajkowało Wybrzeże, pojawiły się postulaty na różnych wydziałach, z których wybierano reprezentantów; tak powstał zakładowy komitet założycielski nowych związków zawodowych liczący ok. 20 osób – wspomina. – Zatrudniony tu od 1961 r. byłem znany pracownikom, wybrali mnie przewodniczącym i pozostałem nim oficjalnie do stanu wojennego.

 

W 1989 r. znowu wybrany, funkcję pełnił tylko przez jedną kadencję. Kiedy Związek otrzymał w dzierżawę zakładowy ośrodek wczasowy, a nie było chętnych do prowadzenia związkowej spółki, zajął się działalnością gospodarczą. Został też wybrany do Rady Pracowników, potem do Rady Nadzorczej jako delegat załogi. Funkcję prezesa spółki „Mutra” pełnił społecznie, dopiero od 2007 r. jest na etacie. Cały czas działa też aktywnie w KM „S”.

 

 - Mój następca Mietek Siwek, bardzo popularny długoletni przewodniczący „S”, zmarł w 2008 r. Wtedy na resztę kadencji został wybrany Przemek – podkreśla ojciec z dumą.

 

Przemysław Rzepecki – syn

 

Absolwent Politechniki Poznańskiej od 2004 r. jako planista produkcji zatrudniony w SKF, znał zakład dużo wcześniej – jeszcze jako student pomagał przyjmować zagraniczne delegacje, w roli tłumacza jeździł na międzynarodowe spotkania.  Zna 3 języki obce: biegle angielski i niemiecki, oprócz tego włoski.

 

Teraz młody przewodniczący może w pewnym stopniu korzystać z doświadczeń ojca. Ale sytuacja jest już zupełnie inna, inne problemy stają przed Związkiem.

 

- Nasze postulaty w 80 r. dotyczyły spraw podstawowych, np. polepszenia bardzo ciężkich warunków pracy w kuźni w zabójczej temperaturze – przypomina Jan.  – Wtedy ludzie bardzo się angażowali. To był protest przeciwko tamtemu ustrojowi, przeciwko niesprawiedliwości na każdym kroku. Mieliśmy prawie 100% przynależności: na zatrudnionych ok. 3200 osób ponad 3100 należało do „S”.

 

- Obecnie zakład zatrudnia niecałe 700 osób. W „S” zrzeszonych jest 360 członków pracujących oraz ok. 120 emerytów - wyjaśnia Przemysław. - Ale  dużo się zmieniło. Ludzie są nastawieni bardziej roszczeniowo. A przecież, jeżeli czegoś chcesz, to musisz też coś z siebie dać, poświęcić swój czas.

 

Fabryka miała szczęście, że prywatyzował ją duży koncern SKF – tam w Szwecji pozycja związków zawodowych jest znacząca. Pracodawca kopiował tu znane sobie rozwiązania, m.in. przekazał związkom na własność ośrodki wczasowe.  Współpraca układała się bardzo dobrze. Z nowym (od 2 lat) prezesem już gorzej: tłumaczy się kryzysem lub decyzjami na wyższych szczeblach. Na szczęście przewodniczący „S” uczestniczy w Radzie Światowej SKF, co pozwala na weryfikację, daje możliwość poznania decyzji władz koncernu oraz walczyć o zakład.

 

- Teraz wszystko jest inaczej. I łatwiej, i trudniej. Przede wszystkim w dzisiejszych czasach nie należy być zbyt skromnym. Trzeba pokazywać swoje osiągnięcia – podkreśla – np. ostatnio pomogliśmy bezpodstawnie zwolnionemu w przywróceniu do pracy. To uświadamia ludziom, że warto należeć do „S”. Osobiście też rozmawiam z osobami nowo przyjmowanymi do pracy – trzeba „kuć żelazo póki gorące”. Na przyjętych od stycznia ok. 40 osób do „S” zapisało się prawie 30.

 

Przemysław o swojej działalności, o sprawach zakładu i „S” mówi rzeczowo, kompetentnie, ale też z zapałem, z błyskiem w oku. Widać, że to lubi, angażuje się emocjonalnie. Jednak – jak wyjaśnia – decyzja o kandydowaniu nie była łatwa.

 

– Znałem od dziecka wielu kolegów ojca, wiedziałem, że są mi życzliwi, więc tym bardziej bałem się, czy ich nie zawiodę. Wytłumaczyłem sobie, że to tylko półtora roku na dokończenie kadencji. Jak się nie sprawdzę, ludzie mnie zweryfikują w następnych wyborach.

 

Przemysław Rzepecki na kolejną kadencję został wybrany przewodniczącym Komisji Międzyzakładowej i delegatem na WZD, jest członkiem ZR, przewodniczącym Regionalnej Sekcji Branżowej Metalowców i wiceprzewodniczącym Sekcji Krajowej, członkiem Rady Sekretariatu Metalowców.

 

Więc chyba się sprawdził! Ale czy miał wybór? Jest niejako „obciążony dziedzicznie”. I to podwójnie - wszak urodził się w sierpniu 1980 r.

Anna Niedziela