Solidarność Wielkopolska - Pomagają i potrzebują pomocy
Pomagają i potrzebują pomocy
Poniedziałek 28 września 2015

Zbliża się zima, to czas, kiedy najwięcej bezdomnych szuka schronienia w przytuliskach i noclegowniach. Jednym z takich miejsc w Poznaniu jest schronisko św. Brata Alberta przy ul. Widłakowej.

- Boimy się tej zimy – przyznaje Elżbieta Mądry, prezes poznańskiego Oddziału Towarzystwa św. Brata Alberta, kierująca schroniskiem. – Jeszcze nie byliśmy w tak złej sytuacji finansowej, brakuje nam pieniędzy na bieżącą działalność, na żywność i opał.

Ten rok nie rozpoczął dobrze dla schroniska. W ostatnich dniach lutego straż pożarna wydała nakaz ,,wyłączenia z użytkowania” budynku, który od 30 lat przyjmuje i opiekuje się bezdomnymi. Strażacy przeprowadzający kontrolę stwierdzili, że droga ewakuacyjna od górnych sal - w których mieszka część podopiecznych - jest o 100 proc. dłuższa niż przewidują to przepisy. Z użytkowania wyłączono dwie sale (pisaliśmy o sprawie w marcu)

- To jest około15 metrów– wylicza Bogusław Łabędzki, opiekun ze schroniska. – Dla nas i naszych bezdomnych to15 metrówdachu nad głową, ciepłego jedzenia, ofiarowanego serca -  to odległość życia, a dla strażaków to15 metrówzagrożenia życia.

Po nagłośnieniu problemu, do schroniska zgłosił się Ireneusz Kroll, rzeczoznawca z Poznania, który za darmo przygotował całą potrzebną dokumentację.

- Jesteśmy wdzięczni panu Krollowi – mówi Elżbieta Mądry. – Są jeszcze ludzie wrażliwi na los innych.

Dokumentacja to jednak dopiero początek. Potrzeba pieniędzy na inwestycję i projekt, a tych Stowarzyszenie nie ma.

- Tu tkwi nasz największy problem – przyznają kierujący schroniskiem. – Miasto wychodzi z założenia, że skoro sprawa przebudowy nie jest dokończona, to należy wstrzymywać pieniądze na bieżącą działalność noclegowni. Wobec takiego stanu rzeczy na koncie mamy zaledwie kilka złotych, a na utrzymaniu schorowanych, starszych ludzi, którzy nie mają dokąd pójść. Nie jesteśmy placówką, w której przewijają się setki osób. Staramy się stworzyć naszym podopiecznym namiastkę prawdziwego domu. Sami tu gotują, sprzątają, sami uprawiają warzywa. Rozumiemy, że przepisy muszą być egzekwowane, ale w tym wszystkim trzeba też widzieć człowieka. Nam narzucono restrykcyjne normy na poziomie hotelu, a czy ludzi wyrzuca się z domu, jeśli są w nim uchybienia? Nie mamy pomocy od miasta i innych publicznych instytucji. Jedyne na co możemy liczyć w naszej sytuacji, by przetrwać zimę i dać bezdomnym schronienie, to bezinteresowna pomoc osób, którym nie jest obojętny los drugiego człowieka. I tylko na nich już teraz liczymy. 

 

 

Podpis pod zdjęciem:

Naszą ideą jest bezinteresowna pomoc potrzebującym – mówi Elżbieta Mądry. – Ale teraz sami potrzebujemy jej bardziej niż kiedykolwiek. 

Anna Dolska