Solidarność Wielkopolska - Pomocnik św. Mikołaja
Pomocnik św. Mikołaja
Piątek 20 grudnia 2019
Na zdjęciu Radosław Zielonka, fot. DKMS

W okresie świątecznym mamy potrzebę zrobienia czegoś dla drugiej osoby – chcemy bezinteresownie pomóc, wesprzeć, podnieść na duchu. Życzymy innym szczęścia i tego, co najważniejsze – zdrowia. Dla wielu chorych na nowotwory krwi, często jedyną szansą na wyzdrowienie jest przeszczepienie szpiku.

Jednym z dawców, który w okresie świątecznym podarował nieznajomej osobie szansę na życie był Radosław Zielonka: - Zostałem dawcą w grudniu 2017 r. Po zabiegu dowiedziałem się, że miałem szansę podarować najpiękniejszy prezent malutkiej Hiszpance. Czułem się trochę jak pomocnik św. Mikołaja, który też przecież działa anonimowo, przynosząc najbardziej wyczekiwane prezenty.

Taką szansę otrzymała także Ania, która tak wspomina święta w 2016 r.: - To miały być białe święta w górach. Niestety plany pokrzyżowała ostra białaczka szpikowa, a zamiast białego śniegu były maseczki na twarzach i zielone fartuchy ochronne. Spędziłam święta w szpitalu przyjmując czwarty cykl bardzo silnej chemioterapii, która była konieczna z powodu agresywnego przebiegu choroby. To była jedna wielka niewiadoma, co będzie dalej i przerażający strach, czy to nie jest moje ostatnie Boże Narodzenie. Bardzo jednak wierzyłam w słowa mojej pani doktor, która pocieszając mnie powtarzała, że za rok też będą święta. Konieczność przeszczepienia szpiku była już niemal pewna, ponieważ komórki nowotworowe od początku nie dawały za wygraną. Wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne „zdrowia i znalezienia bliźniaka” niedługo się spełniły. Na początku stycznia 2017 r. w Szczecinie, moim rodzinnym mieście rozpoczęły się poszukiwania Dawcy niespokrewnionego. W trakcie trwającej trzy dni akcji zarejestrowało się ponad 1600 potencjalnych dawców, a już dwa i pół miesiąca później mogłam przejść przeszczep szpiku, którym podzielił się ze mną mój „bliźniak genetyczny”. Choć jeszcze nie w górach i nie białe, ale są i to już trzecie moje święta! Dzięki mojemu bliźniakowi!

Święta nie są radosne dla tych, którzy z powodu choroby muszą spędzić je w szpitalu i tak jak Ania zastanawiają się czy będzie im dane przeżyć kolejne. Ten czas nie jest też łatwy dla dyżurujących lekarzy. - Wigilia Bożego Narodzenia to najtrudniejszy dzień dyżurowy.  Każdy chciałby ten wieczór spędzić z rodziną, a nie w pracy. Chorych na oddziale jest mniej, niż zwykle, ale ci, których nie udało się wypisać przed świętami, są zazwyczaj najbardziej wymagający - mówi prof. dr hab. n. med. Sebastian Giebel, hematolog. - Dyżurowałem na oddziale transplantacji szpiku, mając pod opieką chorych we wczesnym okresie po przeszczepie. Ze względu na typowy w tej fazie spadek odporności musieli przebywać w izolatkach, bez możliwości odwiedzin. Życzenia poprzez bezpośredni kontakt mogliśmy im złożyć tylko my - personel kliniki. A życzenia mogły być tylko jedne - szybkiego powrotu do zdrowia. U większości chorych te życzenia się spełniły. Niektórzy do dziś przysyłają mi kartki świąteczne. O innych wiem, że wrócili na studia czy do pracy i wiodą normalne życie. Był też 22-letni chłopak chory na ostrą białaczkę. Miałem z nim bardzo bliski kontakt. Rozmawialiśmy o motocyklach. O tym, że wiosną powinien się jeszcze powstrzymać przed jazdą, ale już latem niekoniecznie, i że może spotkamy się gdzieś w drodze. Najlepiej byłoby w Alpach, ale to już może następnego lata. To była jego ostatnia Wigilia Bożego Narodzenia.

To prawda, że prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniego dawcy dla pacjenta jest bardzo niskie. Chorzy i ich rodziny doskonale o tym wiedzą. Jednak im więc więcej potencjalnych dawców, tym więcej szans na życie dla chorych na nowotwory krwi. Każdy z nas może być pomocnikiem św. Mikołaja i dać komuś najcenniejszy prezent – szansę na życie. Wystarczy się zarejestrować.

AD

*Relacje zawarte w tekście pochodzą ze strony DKMS.