Solidarność Wielkopolska - Refleksje na wakacyjnym szlaku
Refleksje na wakacyjnym szlaku
Poniedziałek 25 lipca 2011

Wakacje już na półmetku. Nic, tylko cieszyć się pogodą i urodą pełni lata. Korzystać z jego owoców? Tylko że owoce jakoś ciągle drogie, warzywa zresztą też. Zieleń bujna wokoło za darmo, ale to wcale nie czyni z nas „zielonej wyspy”. Jakby oddalamy się od niej, a może to ona od nas odpływa. Ceny rosną, płace niekoniecznie. Jeżeli w ogóle są. Wszak część zakładów nie płaci zatrudnionym w terminie, niektóre – zagrożone upadkiem, pozbawione zleceń nie mogą oferować nie tylko płacy, ale nawet pracy swym często długoletnim pracownikom, którzy żyją z dnia na dzień w lęku, że zasilą szeregi bezrobotnych. Na to swoimi akcjami protestacyjnymi chce zwrócić uwagę „Solidarność”.

Nie, to nie defetyzm, nie pesymizm przeze mnie przemawia. Przecież w czasie wakacyjnych wędrówek widzimy piękniejące miasta i miasteczka. Dostrzegamy, że społeczeństwo, a przynajmniej jego część się bogaci – na obrzeżach miast, w bogatszych wsiach powstają piękne domy, ba, czasem rezydencje jak z filmu. I dobrze. Kilka dni temu podziwiałam czar krajobrazu Gór Wałbrzyskich, piękne, zadbane uzdrowisko Szczawno-Zdrój, ale także tuż obok rozsypujące się (dosłownie) dzielnice Wałbrzycha z mieszkańcami jakby przeniesionymi z XIX-wiecznych powieści o nędzy lumpenproletariatu. Tylko że jak mówi tak znane, że aż trywialne porzekadło „syty głodnego nie zrozumie”. Politycy zapatrzeni w słupki procentowe mogą na ich podstawie ogłaszać, że statystycznie jest lepiej. A my, zapatrzeni w telewizyjną propagandę sukcesu nie możemy zamykać oczu na to co niewygodne, na ten (jak śpiewał jeszcze za PRL-u Wojciech Młynarski) „kawałek, który nie pasuje do obrazka”.

Rozejrzyjmy się. Są wokół nas ludzie zaniepokojeni o swój byt codzienny, o przyszłość swoich dzieci, zrozpaczeni –  bo bez pracy, bo chorzy, bo brakuje im na lekarstwa lub jedzenie. Albo po prostu smutni, bo samotni, odtrąceni, wykluczeni z jakiejś społeczności. Może to tylko kawałek naszej rzeczywistości, może to mniejszość? Może? Ale to zawsze dramat czy chociażby smutek konkretnej Osoby! Człowieka, któremu moglibyśmy pomóc. Wiem, nie potrafisz znaleźć mu pracy, nie masz takich możliwości. Nie możesz go wspomóc materialnie, też odczuwasz w tym roku skutki inflacji i z trudem udało się zaoszczędzić coś na te wakacje. A właśnie wakacje dają tę niepowtarzalną szansę na to, na co nie pozwala tempo codziennego, zabieganego, pędzącego życia – na chwilę zatrzymania się. Przystań, przyjrzyj się człowiekowi, który czeka... może na ciebie? Możesz mu dać to, co najcenniejsze – swój czas, swoje zainteresowanie, chęć wysłuchania go, życzliwość.

Kiedy nastrój zachmurzą nam smutki, szukamy jakiegoś jaśniejszego punktu, szukamy słońca. Spójrz na pogodne niebo, uśmiechnij się do słońca, a potem – proszę – swoim słonecznym uśmiechem obdaruj kogoś smutnego, potrzebującego twej życzliwości, solidarności. To na dobry początek.

Anna Niedziela