Solidarność Wielkopolska - Śmiać się i płakać
Śmiać się i płakać
Poniedziałek 14 lipca 2014

Jak podaje ,,Gazeta Prawna” Ministerstwo Finansów, wpadło na genialny pomysł powiększenia wpływów państwa z podatków i zaproponowało, aby wszyscy amatorzy grillowania, którzy chcą smażyć kiełbaski na świeżym powietrzu zapłacili dodatkowy podatek - akcyzę za brykiet węglowy do grilla.

Minister Finansów bardzo pokrętnie tłumaczy powody nałożenia nowego podatku. Jego zdaniem używając brykiet węglowy do grilla możemy się... ogrzać. A to jest wystarczający podwód, aby nałożyć na wspomniany produkt stosowną akcyzę. Ustawa o podatku akcyzowym stanowi bowiem, że „węgiel i wyroby węglowe podlegają akcyzie, gdy są przeznaczone na cele opałowe”. Z tej interpretacji wynika więc, że gdy robimy grilla, to nie po to, aby coś zjeść, ale przede wszystkim po to, aby się ogrzać. Tak przynajmniej twierdzi Ministerstwo Finansów, tłumacząc swój najnowszy pomysł rozszerzenia akcyzą kolejnego produktu. Problem tkwi w definicji „celu opałowego”. Od 2 stycznia 2012 r. bowiem, zgodnie z ustawą o podatku akcyzowym, węgiel i wymienione w ustawie wyroby węglowe podlegają akcyzie, gdy są przeznaczone na cele opałowe. To przede wszystkim zaskoczenie dla firm sprzedających brykiet węglowy. Może być jednak także niemiłym zaskoczeniem dla kupujących, bo cena tego produktu może pójść w górę.

Z wcześniejszych interpretacji wynikało, że od brykietu nie ma akcyzy. Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie stwierdził w niej, że zużycie brykietu węglowego podczas grillowania nie jest celem opałowym i tym samym nie podlega on akcyzie.

Wiele wskazuje na to, że klienci przerzucą się teraz na węgiel drzewny. Jeśli jest przeznaczony do spalania w urządzeniach grillowych, to w przeciwieństwie do brykietu grillowego nie stanowi wyrobu akcyzowego.

Przy okazji interpretacji brykietowej nasuwa się inny, równie kuriozalny przykład radosnej twórczości polskiego fiskusa. Pewien producent lodów wodnych widocznie nie cieszył się sympatią urzędników z Izby Skarbowej we Wrocławiu, którzy szukali, szukali i w końcu uznali, że skoro produkowane przez niego lody zrobione są z wody, to należy je traktować jako napój i naliczyli mu od nowa podatek VAT, każąc zapłacić różnicę w wysokości podatku na kilka lat wstecz. Gwoli wyjaśnienia, VAT na lody wynosi 5 proc., a na napoje bezalkoholowe aż 23 proc. Okazało się, że wyliczona kwota wystarczyła, by pogrążyć finansowo wytwórcę. I tak, jak ministrowi Szczurkowi należy życzyć miłego ogrzewania się przy grillu, zwłaszcza w upalny dzień, tak urzędnikom z Izby Skarbowej we Wrocławiu wypicia szklanki zamrożonej wody dla ostudzenia wybuchów kreatywności.

AD