Szlachetna paczka
Poniedziałek 19 grudnia 2016

Samotny, chory tata z dwójką małych dzieci, porzuconych przez matkę to jedna z dziewiętnastu rodzin rejonu Kościan, które w tym roku znalazły darczyńców w ramach Szlachetnej Paczki. Historia pana Mateusza wzruszyła grupę młodych ludzi z Poznania, którzy w niedzielę przyjechali busem wypełnionym po brzegi. W sześćdziesięciu dziewięciu paczkach znalazły się m.in.: meble, pralka, lodówka i oczywiście prezenty dla dzieci.

W tym roku koordynatorem rejonu Kościan był Volodymyr Vorobiov, który od roku mieszka w powiecie kościańskim, a już angażuje się w wiele wydarzeń. - W zeszłym roku udzielałem się jako wolontariusz Szlachetnej Paczki. Tym razem zobaczyłem, że nie ma lidera rejonu. Wysłałem zgłoszenie i tak zostałem liderem - mówi „Vova” i przyznaje, że rodzin było trochę mniej niż w ubiegłym roku i to darczyńcy mocno interesowali się rodzinami. Volodymyr nie ukrywa, że także dla wolontariuszy przekazywanie paczek to wzruszające chwile: - Rodziny płaczą, my płaczemy. Kiedy swoim dzieciom nie można zapewnić podstawowych rzeczy, a tu nagle dostaje się tyle paczek, to emocje przepełniają matkę, która dla swoich dzieci chce wszystkiego najlepszego. W tym momencie ja też nie mogę powstrzymać łez, bo to jest wzruszające, to jest przepiękne.

Wolontariusze przyznają, że w tym roku z powodu programu 500+ nie zakwalifikowało się aż tyle rodzin wielodzietnych. - Większy nacisk położyliśmy na osoby samotne albo samotnych rodziców czy młode osoby, które miały trudny start - mówi Anna Bocian, wolontariusz Szlachetnej Paczki. Jednak historie małych dzieci najszybciej chwytały za serce i one najszybciej znajdowały darczyńców.

Maciej Bartkowiak ze Studia Fabryka organizuje paczkę po raz czwarty. Jest to paczka grupowa, skrzykuje na forum mieszkańców Kościana i każdy przynosi ile może: - Są darczyńcy, którym trzeba pomóc wynieść dary z bagażnika, bo paczki są tak ciężkie, że panie nie są w stanie ich wynieść, a zdarzają się osoby, które przychodzą z jedną reklamówką, w której jest ryż, cukier, czekolada, kawa i to jest rzeczywiście wzruszające, że takim darem chcą się podzielić.

Duże wrażenie zrobiła grupa darczyńców z Poznania, która busem przywiozła sześćdziesiąt dziewięć paczek. Wybrali pana Mateusza, który sam zajmuje się dwójką dzieci w wieku 7 i 8 lat. Kilka lat temu matka porzuciła dzieci i nie utrzymuje z nimi kontaktu. Pan Mateusz niestety zachorował na stwardnienie rozsiane. Nie może pracować. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym mieszkaniu. Mają łazienkę i pokój z aneksem kuchennym. Jeszcze do niedzieli cała trójka spała na jednej kanapie, bo nie mieli mebli.

Niedaleko pana Mateusza mieszka jego matka, która pomaga jak może. - Pomagam, żeby nie czuli się gorsi, żeby czuli, że mają pełną rodzinę, by byli szczęśliwi. Chciałabym, żebyśmy mogli normalnie żyć, żeby syn nie był bardziej chory jak jest, aby wychował te dzieci chociaż do pełnoletności. Wtedy może one jemu pomogą za to serce, które on im daje - mówiła babcia dzieci. - To co dzisiaj zobaczyłam przeszło moje oczekiwania. Nie myślałam, że są ludzie o tak wielkich sercach. Wszystkim, którzy się do tego przyczynili w imieniu syna i wnuków oraz swoim bardzo serdecznie dziękuję.

Darczyńcy z Poznania, którzy wybrali kościańską rodzinę, pracują w różnych zakładach pracy, są związani z młodym nurtem „Solidarności”, starają się pomagać ludziom na co dzień. - Wśród nas jest dużo młodych ojców i wiemy z czym to się wiąże; tym bardziej, gdy brak drugiego rodzica. Cieszymy się, kiedy możemy pomóc, zobaczyć radość na twarzach i poza słowem „dziękuję” nic więcej nie oczekujemy - podkreśla Konrad Dominiak, przewodniczący Sekcji Młodych Regionu Wielkopolska NSZZ „Solidarność”.

elka.pl