Tranzyt gazu przez Polskę. Afera zamiast analizy
Poniedziałek 22 kwietnia 2013

Słynne już memorandum dotyczące budowy drugiej nitki gazociągu Jamał – Europa wywołało polityczną burzę i liczne dyskusje. Niestety żadnej z nich nie poświęcono wprost zasadności budowy w Polsce nowego połączenia tranzytowego.

W mediach zwrócono przede wszystkim uwagę na bałagan komunikacyjny w rządzie koalicyjnym PO-PSL i niedowład organizacyjny w resorcie Skarbu Państwa. Telewizje z lubością pokazywały zaskoczonego ministra Mikołaja Budzanowskiego. Dziennikarze chętnie wypytywali go, dlaczego potrzebował aż pięciu godzin, by skontaktować się z panią prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) i zapytać o przyczyny niedoinformowania go o planowanym podpisaniu dokumentu. Na fali oburzenia na rządzących, którzy nie mają wiedzy o istotnym przedsięwzięciu gospodarczym planowanym przez Rosję, nie pojawiły się dwa istotne, a zarazem łatwe pytania – czy warto budować kolejny gazociąg tranzytowy, a jeśli tak, to kto powinien to zrobić?

Aby na nie odpowiedzieć, warto przypomnieć historię rosyjskiej inwestycji gazowej w Polsce. Gazociąg tranzytowy powstał stosunkowo niedawno. W czasach PRL przez terytorium kraju przeprowadzono rurociąg naftowy o wdzięcznej nazwie „Przyjaźń”. Prowadzi on od byłej granicy sowieckiej poprzez rafinerię w Płocku do rafinerii w niemieckim Schwedt położonym na lewym brzegu Odry. Analogiczny rurociąg transportujący gaz ziemny z Syberii ominął Polskę Ludową. Poprowadzono go z głębi ZSRR poprzez Karpaty Wschodnie do ówczesnej Czechosłowacji i dalej do NRD. Gazowa magistrala nosiła nazwę „Pokój”. Dziś już się jej nie używa, gdyż … trafiła do gazowego projektu irańsko-indyjskiego.

Gazociąg „Jamał – Europa” dotarł do Polski w latach 90. ubiegłego wieku, już po przełomie ustrojowym, w toku transformacji gospodarczej. Był budowany, a także oddawany do eksploatacji etapami. Pierwszy odcinek ukończono w 1996 r., a wykonanie ostatniego tzw. złotego spawu miał

km stanowiący jedno z połączeń Europy ze złożami gazu ziemnego gna półwyspie Jamał zaliczany jest do najbardziej o miejsce trzy lata później. Polski odcinek składa się z ciągu o długości ok. 680 km i 5 tłoczni umożliwiających zwiększanie ciśnienia transportowanego gazu.

Gazociąg Jamalski to rurociąg tranzytowy o łącznej długości 4196 zaawansowanych technologicznie i jednocześnie największych w Europie inwestycji energetycznych końca wieku. Potężna rura o średnicy blisko 1,5 m i jakość jej wykonania budzą szacunek nie tylko inżynierów, a znawcy tematu zgodnie podkreślają, że wraz z tzw. Jamałem zawitała do Polski ekstraklasa przesyłu gazu ziemnego.

Gazociąg Jamalski wybudowała spółka akcyjna o nazwie System Gazociągów Tranzytowych „EuRoPol Gaz” zawiązana w 1993 r. przez rosyjski Gazprom i polskie PGNiG oraz dziś już zapomnianego Aleksandra Gudzowatego. Mało kto pamięta, że EuRoPol Gaz to swoiste dziecko zawartego w 1992 r. „Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy”, podpisanego przez prezydentów Lecha Wałęsę i  Borysa Jelcyna. W jego treści stwierdzono, że strony będą współpracować na rzecz rozwoju wzajemnych i tranzytowych połączeń transportowych i związanej z nimi infrastruktury we wszystkich dziedzinach transportu, łącznie z transportem rurociągowym oraz liniami energetycznymi.

W toku dzisiejszej gorącej debaty o drugiej nitce Jamału zapomniano, że to stary plan, który nie doszedł do skutku z powodu polityki prowadzonej przez prezydenta Putina i uruchomienia prac nad gazociągiem północnym - Bałtyku-Northstreamem prowadzącym bezpośrednio z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku. Sytuacja zmieniła się, gdy powstała w 2006 r. firma Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System S.A. rozpoczęła budowę nie tylko terminalu gazu skroplonego w Świnoujściu, ale przede wszystkim sieci nowoczesnych gazociągów w Polsce. Gaz-System, którego 100% akcji posiada polski Skarb Państwa, buduje nie tylko sieć pozwalającą transportować gaz, który niebawem przypłynie statkami z Kataru, ale ze wszelkich innych źródeł m.in. zwiększone ilości gazu syberyjskiego. Dzięki rozbudowie połączeń trans granicznych w 2012 r. po raz pierwszy w historii popłynął gaz z Niemiec do Polski i z Polski na Ukrainę. Aktualnie realizowane inwestycje Gaz-Systemu wpisują się w projekt budowy tzw. Korytarza Północ – Południe prowadzącego znad Bałtyku nad Adriatyk.

Jesienią ubiegłego roku Gaz-System został wyznaczony przez resort Skarbu Państwa do kontaktów z Gazpromem w sprawach infrastruktury gazowej. Wówczas pojawiła się ze strony rosyjskiej koncepcja budowy wielkośrednicowego gazociągu z Kobrynia na Białorusi do Wielkich Kapuszan we wschodniej Słowacji. Rozpoczęcie prac analitycznych było uzależnione od zgody polskiego rządu. Wobec jej braku projekt ponownie powędrował do politycznej zamrażarki.

Okazało się jednak nie na długo, gdyż prezydent Putin polecił Gazpromowi przygotowanie koncepcji wraz z polsko-rosyjskim EuRoPol Gazem. Podpisanie stosownego memorandum zakończyło się wybuchem afery. Szkoda, że w jej wyniku nikt wprost nie stawia pytania, dlaczego polski operator gazociągów przesyłowych nie mógłby zbudować na terytorium Polski kolejnego odcinka Gazociągu Jamalskiego? Bo o tym, że na przesyle gazu ziemnego zarabia się godziwie, wie każdy odbiorca gazu – zarówno firma, jak i gospodarstwo domowe. Wystarczy uważnie przeczytać rachunek.

Paweł Selan