ZNTK: Dość pustych deklaracji
Poniedziałek 12 marca 2012
Fot. bn Żadnego z porozumień pracodawca nie dotrzymał. Dłużej nie chcemy rozmawiać – mówią pracownicy ZNTK.

Czy w wolnej Polsce możliwe jest to, aby przez dwa lata nie otrzymywać  wynagrodzeń? Możliwe i w dodatku pracodawca może czuć się bezkarny. Tak jest w przypadku poznańskich Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Mijają dwa lata od czasu, gdy pracownicy ZNTK otrzymali ostatnie wypłaty. Przez ten czas Zarząd Spółki wielokrotnie składał – również na piśmie - zobowiązania spłaty zadłużenia. Nigdy się z tego nie wywiązał. Zakładowe związki zawodowe kilkakrotnie bezskutecznie podejmowały próby rozwiązania tej sytuacji w drodze negocjacji. Rezultatów nie przyniosły ani rozmowy i podpisywane porozumienia, ani akcje protestacyjne w zakładzie pracy, ani próby mediacji na szczeblu lokalnym i ministerialnym, ani interwencje Okręgowej Inspekcji Pracy.

O tym wszystkim rozmawiano podczas konferencji prasowej zwołanej 8 marca br. przez wielkopolską „Solidarność”.

 

Cierpliwość pracowników ZNTK się skończyła. Nie chcą już więcej fałszywych deklaracji i oświadczeń Zarządu Spółki. Nie będzie więcej porozumień. Sprawa musi znaleźć swój epilog w wyrokach sądowych.

 

„S” wyczerpała wszystkie prawne możliwości wyegzekwowania należnych wynagrodzeń. A to nie wszystkie zaległości. Pracodawca nie odprowadza składek ubezpieczeniowych do ZUS i PZU. Firma nie wypłaca świadczeń socjalnych oraz nieprawnie zatrzymuje składki związkowe, które powinny być przekazywane do Zarządu Regionu „S”.

 

Nieprawidłowości w funkcjonowaniu firmy potwierdzają wielokrotne kontrole Okręgowej Inspekcji Pracy. Liczne wnioski pokontrolne nigdy nie były realizowane. OIP składała w prokuraturze zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Zarząd ZNTK. Prokuratura te wnioski oddalała nie dopatrując się znamion czynu zabronionego i uznając, że niewypłacalnie wynagrodzeń przez dwa lata nie jest działaniem uporczywym!

 

Wniosek o wszczęcie postępowania przeciwko Zarządowi ZNTK złożyła w październiku 2010 r. także wielkopolska „S”. Pół roku później prokuratura powołała do zbadania sprawy biegłego z zakresu księgowości i finansów. Od tego czasu mija prawie rok i w spawie nic się dzieje. Sprawy w Sądzie Pracy rozciągają się w nieskończoność. Obecnie pracownicy dochodzą swoich praw w Sądzie Pracy jednak prawnicy firmy wykorzystują wszystkie kruczki prawne, aby odwlekać wydanie wyroku.

 

A ludzie nie mają z czego żyć. Nie otrzymują wynagrodzeń, formalnie są zatrudnieni, więc nie mogą się ubiegać o świadczenia z opieki społecznej. Nie mogą uzyskać świadczeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, bo te są możliwe po ogłoszenia upadłości firmy, czego pracodawca nie chce zrobić. I koło się zamyka.

 

- Jeżeli pracodawca nie zgłasza wniosku o upadłość, to znaczy, że uznaje, iż jego firma funkcjonuje jak normalny zakład pracy. Ma zatem obowiązek realizowania ciążących na nim zobowiązań, w tym wypłacania pensji - mówią pracownicy ZNTK.

 

Jednak Sąd Gospodarczy systematycznie odrzuca wnioski o upadłość składane przez „S” i pracowników ZNTK. Taka reakcja organów państwa, w świetle ewidentnych dowodów działania właściciela firmy na szkodę pracowników i skarbu państwa, jest sygnałem do bezkarności. Jeżeli tak funkcjonują organy państwa, nie dziwię się, że pracodawcy to wykorzystują. To jest sankcjonowanie patologii - stwierdził Jarosław Lange, szef wielkopolskiej „S”.

 

- My wielokrotnie godziliśmy się na porozumienia - łącznie z wycofaniem wniosków o upadłość i zgodą na dobrowolne zwolnienia z pracy - mówi Lidia Dudziak, przewodnicząca zakładowej „S”. - Warunkiem była wypłata zaległych wynagrodzeń. Żadne z tych porozumień nie zostało dotrzymane. Dłużej nie chcemy rozmawiać. Doszło do tego, że pracownicy nie mogą wejść na teren zakładu pracy, aby uzyskać poświadczenie o zatrudnieniu, pieczątkę w legitymacji ubezpieczeniowej itp. Właściciel zakładu ma tylko jeden cel - zlikwidować firmę i zarobić na sprzedaży gruntów w centrum miasta.

 

W grudniu 2011 r. powstało Stowarzyszenie byłych i obecnych pracowników poszkodowanych przez ZNTK. Jego prezes Wojciech Słomka wyjaśnia, że celem Stowarzyszenia jest zabezpieczenie interesów pracowniczych, aby w przypadku sprzedaży majątku firmy otrzymali oni zaległe wypłaty.

 

- W ostatnim czasie z zakładu wywieziono 4 tony miedzi, za 2 mln zł sprzedano nasycalnię. Myśleliśmy, że chociaż część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona dla pracowników. Tak się nie stało. Podobnie było ze sprzedażą Ośrodka Wypoczynkowego w Międzyzdrojach. Pieniądze uzyskane z tej transakcji, które miały być przekazane na konto Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, nigdy tam nie trafiły. Stowarzyszenie uruchomi wkrótce stronę internetową, na której opublikuje dokumenty świadczące o nieprawidłowościach popełnianych przez Zarząd Spółki - dodaje W. Słomka.

 

Pracownicy ZNTK nie zamierzają rezygnować z walki o swoje prawa. Jeszcze 8 marca Naczelnikowi I Urzędu Skarbowego i Dyrektorowi ZUS zostały przekazane listy, w których „S” domaga się, aby w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości po stronie właściciela Spółki instytucje te skierowały w trybie natychmiastowym wnioski o ogłoszenie upadłości do Sądu Gospodarczego.

 

Kolejnym krokiem będzie zawiadomienie prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości o sytuacji pracowników przez Komisję Krajową „S”. 29 marca odbędzie się pikieta przed siedzibą Sądu Okręgowego w Poznaniu. „S” będzie zabiegać o zabiegać o przyspieszenie procedur w Sądzie Pracy i Sądzie Gospodarczym. 

bn